English version / Wersja polska

[Wydarzenia][Przegląd prasy][Punkt widzenia][Książki][Ludzie][Studia i dokumenty][Sylwa]
  Ludzie > Pamiętam aptekę. Pamiętam...
 



Wezwanie do współodpowiedzial- ności za Ziemię Świętą ogłoszone przez polskich chrześcijan, muzułmanów i Żydów 12 kwietnia 2002.

więcej
Deutsch
Français



Centrum Kultury Żydowskiej
Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie - program na listopad.

więcej



Centrum Kultury Żydowskiej
1-5 grudnia w Warszawie odbędzie się Przegląd Filmów Izraelskich.

więcej


  LUDZIE

Pamiętam aptekę. Pamiętam magistra
Anna Dobranowska

30.08.2002/MT

Po utworzeniu w 1941 roku dzielnicy żydowskiej w Krakowie, w jej obrębie znalazła się także apteka przy placu Zgody 18. Obecnie w jej budynku mieści się Muzeum Pamięci Narodowej „Apteka pod Orłem”. O Tadeuszu Pankiewiczu, byłym właścicielu apteki, który pomagał osadzonym w getcie Żydom, oraz powojennych dziejach placówki z Anną Pióro, jej kierowniczką, rozmawia Anna Dobranowska.

Fragment ekspozycji <i>Apteki</i>
Fragment ekspozycji Apteki

Mgr Tadeusz Pankiewicz jako jedyny Polak-Aryjczyk miał prawo stałego przebywania w gettcie. Apteka działała przez cały okres istnienia dzielnicy. Była doskonałym punktem obserwacyjnym wszystkich akcji wysiedleńczych, których dramatyczne sceny rozgrywały się właśnie na Placu Zgody. Tuż po wojnie, w 1947 roku, ukazało się pierwsze wydanie książki Tadeusza Pankiewicza, opisującej tamte wydarzenia, życie w gettcie, ludzi w nim mieszkających, ich historie i ważną rolę, jaką w tym ponurym czasie odegrała apteka, jej właściciel i współpracownicy. Co było dalej...?


Historię samej apteki zainteresowani mogą poznać z książki pana Tadeusza Pankiewicza. Nasuwa się pytanie: co było dalej? Jak potoczyły się losy apteki, że doprowadziły do muzeum? Jak potoczyły się losy Tadeusza Pankiewicza?

Po wojnie była tutaj apteka. Pankiewicz nadal tutaj pracował. Do pracy wróciły dwie z pań współpracujących z magistrem. W 1951 roku przeprowadzono nacjonalizację. Wyglądała ona tak, że właścicieli aptek mianowano na stanowiska kierownicze, ale nie we własnej aptece. Wszyscy panowie pilnowali sobie wzajem majątku i aptek, każdy pracując w aptece kolegi. Z tym, że w przypadku Pankiewicza brano chyba pod uwagę jego przeszłość z okresu wojny - Pankiewicz był jedynym, który pozostał kierownikiem we własnej aptece. Gdy się zorientował, że tak sprawa wygląda, sam zgłosił się do Wydziału Zdrowia i poprosił, żeby go potraktowano, jak wszystkich pozostałych. I przeniesiono go wtedy na stanowisko kierownika do apteki przy ul. 29 listopada, koło cmentarza Rakowickiego. On tak ładnie to skomentował: Wie Pani, przecież z getta, to ja już mogłem tylko na cmentarz trafić. Tutaj była apteka do lat 60. W 1968 roku przeniesiono ją do wybudowanego nieopodal nowego wieżowca - w tej chwili jest to budynek banku. A tutaj wydano zgodę na działanie baru, restauracji podłej kategorii. Takiego, że nikt mniej odważny tam się nie zapuszczał. Ten bar funkcjonował do 1981 roku. Wówczas, dzięki staraniom przyjaciół Pankiewicza, bo tak tych ludzi można nazwać, ówczesny naczelnik dzielnicy zdecydował o utworzeniu placówki muzealnej. Dwa lata prowadzono remont, przystosowanie; zdobywano materiały. W kwietniu 1983 roku otworzono muzeum.

A co się dalej działo z panem Pankiewiczem?

Pracował do emerytury, na którą przeszedł w 1968 roku. Czas spędzał aktywnie. Często spotykał się z przyjaciółmi. Wychodził rano z domu, po śniadaniu. Przychodził do kawiarni „Pod Pawiem”, na Grodzkiej, gdzie na pięterku z małymi przerwami siedział prawie do wieczora. Turystów, którzy chcieli go spotkać, właśnie tam odsyłaliśmy. Czasami nas odwiedzał. Przychodził z przyjaciółmi, ale to były krótkie wizyty. Bywałyśmy także u niego w domu. Ale, powiedziałabym, „urzędowo” to prawie cały czas spędzał „Pod Pawiem”. A zresztą, to był pan w tym stylu - bardzo lubił tego typu spotkania. Chyba nie zostałby nigdy farmaceutą, gdyby nie apteka rodzinna. Prędzej studiowałby jakiś kierunek artystyczny albo - podejrzewam - filologię polską. Miał wśród przyjaciół wielu profesorów. To były znajomości jeszcze sprzed wojny, ale wiele też było przyjaźni zawartych w getcie.

Później już coraz rzadziej wychodził z domu. Już miał problemy z poruszaniem się. Jeszcze czasami odwiedzał kawiarnię w Rynku Podgórskim. Potem tylko w domu, więc czasami przywoziłyśmy go na spotkanie tutaj, do muzeum. W 1993 r. zmarł, po kilku miesiącach pobytu w szpitalu. W tych ostatnich miesiącach bardzo serdecznie, życzliwie, troskliwie zajęli się nim Żydzi krakowscy, razem z panem Tadeuszem Jakubowiczem - prezesem gminy żydowskiej. Oni załatwili opiekę lekarską i dobry szpital. Zmarł w listopadzie. Pochowany został na cmentarzu Rakowickim, w grobowcu rodzinnym.

Kto odwiedza muzeum? Czy wracają do tego miejsca ludzie, znani z książki pana Pankiewicza?

Tak. Ale to są różne historie. Raczej wracali, tylko w różny sposób. Przyjeżdżali tu ludzie, którzy np. pierwszy raz po 50 latach odwiedzali Polskę. Dowiedzieli się o muzeum, więc nas odwiedzili. Ale byli też tacy, jak pani Irena Halpern-Cynowicz, która w imieniu Pankiewicza sadziła drzewko w Yad-Vashem. Ona bywała co roku. Przyjeżdżała do Pankiewicza, a później już tylko do muzeum. To są ludzie starsi, więc czasami już po prostu nie mogą przyjechać. Pani Irena jeszcze od czasu do czasu dzwoni z Izraela, ale już nie przyjeżdża co roku. Dopóki żył Pankiewicz, była obowiązkowo. Przyjeżdżała na miesiąc, czasami na dłużej. Byli ludzie, tacy jak pan Martin Baral, uratowany przez Pankiewicza. Pankiewicz nie przypominał sobie tego zdarzenia. Trudno, żeby pamiętał - pan Martin Baral miał 11 lat wtedy. Opowiadał, że Pankiewicz uratował mu życie w ten sposób, że leczył go z anginy. Po prostu kazał mu przychodzić po leki. Pankiewicz mi mówił wtedy: Proszę pani, ja sobie żadnej takiej historii nie przypominam. Dzieci? Jakieś dzieci przychodziły do apteki. Próbowałam skontaktować obu panów. Udało się. Pan Baral przyjechał w marcu, czyli kilka miesięcy przed śmiercią Pankiewicza. Spotkali się. Pan Baral był bardzo szczęśliwy. Pankiewicz także. Bardzo życzliwie był zawsze przysposobiony ku wszystkim swoim gościom, przyjaciołom. A bardzo dużo przyjemności sprawiało mu to, że odwiedzali go ludzie, albo utrzymywali z nim kontakt ci, którzy getto znali tylko z opowiadań rodziców, czy dziadków. To było kolejne pokolenie. Z tego pan Pankiewicz miał ogromną satysfakcję. Nie spodziewał się, że będą go odwiedzać dzieci, czy wnuki dawnych mieszkańców getta.

A przyjeżdżają jeszcze teraz do muzeum?

Przyjeżdżają. Przyjeżdżają z Izraela. Przyjeżdżają z całego świata.

To są te kolejne pokolenia?

Tu jest taka bardzo interesująca rzecz i nie wszyscy o tym wiedzą. Bywała oczywiście młodzież, dzieci przyjeżdżające w ramach programu Ministerstwa Edukacji; odwiedzały naszą placówkę - mówię przede wszystkim o obywatelach Izraela. Bywali dziadkowie. Niektórzy nie chcą przyjeżdżać w ogóle, a niektórzy zdecydowali się przyjechać po iluś tam latach. Przez długi czas nie było przedstawicieli drugiego pokolenia - tych ludzi, których rodzice byli pokoleniem wojennym, a oni sami urodzili się już po wojnie. Chyba dopiero na początku lat 90. przyjechali pierwsi. Pamiętam, że kiedyś odwiedził nas dziadek, ojciec i syn - trzy pokolenia. To była pierwsza taka historia i byłyśmy bardzo zaintrygowane faktem, że to drugie pokolenie w jakiś sposób się odblokowało. Jest taka poetka izraelska - może nie bardzo znana, ale publikowała - która tak ładnie pisała o tym, że: mama mówi, że w Izraelu mamy pięknie; pięknie mieszkamy; pięknie żyjemy; wszystko nam kwitnie itd. Ale ile razy mówi „dom”, to mówi „kasztany na plantach w Krakowie”. Taki sentymentalny związek. Owa poetka bardzo starała się to zrozumieć, ale właśnie jest to jedna z tych osób, które nigdy do Krakowa nie przyjechały. Przyjechała ta mama, która przeżyła wojnę i przyjechała wnuczka, czyli dziecko tej poetki. Natomiast, ona sama nie. W każdym razie do tej pory, bo jest zawsze nadzieja, że może kiedyś... Przyjeżdża około 18 tys. ludzi w ciągu roku. Mniej więcej taka liczba się utrzymuje.

Są to częściej grupy zorganizowane, czy indywidualni goście?

Zdecydowanie przeważają grupy. I tutaj procentowo najwięcej jest grup izraelskich; tej młodzieży, która realizuje program Ministerstwa Edukacji Izraela, temat Holocaustu.

To są wycieczki chyba przede wszystkim w okolicy marca, kwietnia?

Nie. Oni przynajmniej dwukrotnie przyjeżdżają. To jest taki okres od końca lutego, początku marca do początku maja i później kolejne wycieczki zaczynają się pod koniec sierpnia. I kończą się w listopadzie. Pokrywa się to z cyklem edukacji. Po grupach izraelskich chyba największe ilościowo są grupy niemieckie, dopiero na trzecim miejscu grupy polskie.

To też młodzież szkolna?

Tak. To już bardzo wiele zależy od nauczyciela prowadzącego zajęcia. Kiedyś temat II wojny światowej i Zagłady był w programie ósmej klasy. Wtedy bardzo wiele szkół, klas przychodziło do nas przed wizytą w obozie koncentracyjnym, w Oświęcimiu. Nie wiem, jak to w tej chwili będzie wyglądać, po tych zmianach administracyjnych i powstaniu gimnazjów. Z tym, że, jak mówię, to już dużo zależy od nauczyciela prowadzącego zajęcia.

Skąd eksponaty? Jak muzeum je zdobywa? Czy jest to oryginalne wyposażenie apteki?

Właściwie my jesteśmy bardziej placówką dydaktyczną, niż ściśle muzealną i oryginalnych rzeczy jest niewiele. Fotografie, które są prezentowane, to są reprodukcje fotografii będących w posiadaniu Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. To są zdjęcia dokumentalne, przedstawiane na procesach itd. Część dotycząca Krakowa, pochodzi z archiwum państwowego, z ulicy Siennej. Mamy mało miejsca i pokazujemy okazjonalnie takie dokumenty, jak kenkarty, zdjęcia itp. To, co prezentujemy jest bardziej ważne dla programu edukacji, niż to, co byśmy jeszcze mogli pokazać. Jeśli chodzi o wyposażenie, to meble są identyczne z meblami Pankiewicza. Kiedyś zamówienia na budowę mebli aptecznych realizowano w Wiedniu i to wyposażenie, które obecnie znajduje się w muzeum, pochodziło z tego samego zamówienia, co meble Pankiewicza. Nie znaleźliśmy tych oryginalnych. Zachowało się biurko Pankiewicza, przekazane nam w depozyt przez Muzeum Farmacji. Z kolei, prezentowane obrazy, to już są prace poplenerowe i dotyczą tylko Podgórza.

A jaki, według Pani, jest najcenniejszy eksponat muzeum? Co Pani najbardziej ceni?

Jak odpowiedzieć? Nie ma chyba czegoś takiego, żebym powiedziała, że jest to najcenniejszy eksponat. Ale są rzeczy ważne bardzo. Dyplom „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” Pankiewicza. Pewnie, że jest to ważne, ale nie potrafię określić, czy ważniejsze od listów ludzi, którzy przeżyli. Nie umiem tego określić. To dokumenty dotyczące Pankiewicza... bo reszta już jest naprawdę kwestią edukacji.

Na ścianach muzeum prezentowane są rozmaite chusty. Czy to pamiątki po poszczególnych grupach?

Tak. I niedługo nas „zaleją”. Musimy selekcję prowadzić, bo każda grupa przywozi coraz większe. Przedtem były proporczyki, teraz każdy chciał być lepszy, bardziej widoczny, więc zaczęli przywozić flagi. Nie umiem powiedzieć, co z tym zrobimy. Problem jeszcze nie jest rozwiązany. Ale teraz po prostu ściągamy rzeczy stare, które wiszą od wielu lat, chyba, że jest coś oryginalnego, coś, co się nie powtórzyło, to wtedy nawet stare i zakurzone też wisi. Inne pakujemy w pudła i starannie przechowujemy.

Może jak się muzeum powiększy...

Nadzieje. Bardzo byśmy chcieli, bo kiedyś były takie plany. Było to bardzo rozsądnie pomyślane i moglibyśmy wtedy realizować bogatszy program. W obecnym wnętrzu miała być zachowana stała ekspozycja. Miał być również wykupiony cały najbliższy zespół budynków, by prezentować ekspozycje czasowe, zorganizować salę projekcyjną,. Takie były plany w momencie, gdy zakładano muzeum. Niestety, to wszystko przepadło po zmianach ustrojowych, gospodarczych itd. Po prostu nie było pieniędzy na to, żeby wykupić mieszkania lokatorów. A teraz...

Problemy finansowe, tak jak u innych tego typu placówek?

Tak. Co prawda, to nie jest tak, że tych pieniędzy w ogóle nie ma. Ale zawsze jest to sprawa jakiegoś wyboru. Zmieniła się jeszcze jedna rzecz: kilka lat temu o wiele łatwiej było nabyć oryginalne dokumenty, związane bezpośrednio z wojną - bo nie liczymy już raczej na dokumenty związane z Pankiewiczem. Bywałam u niego w domu. Znałam i wiedziałam jakie pamiątki posiada. A w przypadku innych - nie jesteśmy żadną konkurencją dla Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, czy dla każdej innej placówki tego typu gdzieś na świecie. A oni szperają, szukają. W tej chwili ludzie już wiedzą, że są tego typu placówki, gotowe sporo zapłacić za pozyskanie eksponatów.

A zdarza się jeszcze, że ktoś przyniesie jakąś pamiątkę do muzeum?

Ostatnia rzecz, jaka była, to portfel skórzany z obozu płaszowskiego ofiarowany nam przez polskiego więźnia. Wcześniej pojawiały się dokumenty. Wiele lat temu przeprowadzano remont mieszkania przy ulicy Krakusa. Remontowano między innymi okna wraz z parapetem zewnętrznym. I pod jednym z nich znaleziono zapakowane w celofan fotografie. Prawdopodobnie przygotowane do ucieczki, do wyrobienia fałszywych dokumentów. Zdjęcia były eksponowane w czasie, gdy odbywał się Marsz Pamięci, Marsz Żywych i Festiwal Kultury Żydowskiej. Zastanawialiśmy się, czy uda się zidentyfikować tych ludzi. Zdjęcia były nawet opatrzone nazwiskami i imionami. Okazało się, że najprawdopodobniej są to Żydzi z Miechowa. Z tego, co wiemy, był transport Żydów z Miechowa tutaj, do getta krakowskiego. W każdym razie nie znaleźliśmy nikogo, kto by znał osoby z fotografii.

A czy muzeum angażuje się jeszcze w jakąś inną działalność? Co jeszcze organizuje?

Obchodzone są uroczyście kolejne rocznice likwidacji getta. Odbywały się też koncerty. Spotkania są różnorodne. Od podniosłej uroczystości 50-lecia likwidacji getta, po wieczór humoru żydowskiego, prezentowany przez więźnia getta i obozu płaszowskiego. Organizujemy wystawy fotograficzne i malarskie - różnych autorów. Z programów cyklicznych corocznie współorganizujemy Marsz Pamięci. Na zakończenie Festiwalu Kultury Żydowskiej zapraszamy na spacer po terenie getta. Prezentowaliśmy też prace uczniów klas o profilu artystycznym. Były to bardzo dobre wystawy grafik.

Gdyby w najbliższym czasie miała Pani polecić jakąś imprezę, to byłoby to...

Zdecydowanie Festiwal Kultury Żydowskiej i spacer po terenie getta. To trwa około 2 -2,5 godziny; w zależności od zainteresowania grupy. Wśród uczestników wielu jest ludzi starszych i coraz więcej młodzieży.

Jeszcze mam takie pytanie w związku z jedną z historii opisanych w książce. Pankiewicz wspomina tam o chłopcu, który pracował, jako goniec między apteką, a gettem A...

Tak, wszyscy mają nadzieję, że jeśli nie znajdą chłopca, to znajdą jego czapkę, bo czapkę miał z napisem „Apotheke” . Ale kompletnie nic o nim nie wiadomo. Może jeszcze kiedyś czegoś się o nim dowiemy, bo, jak mówię, pojawiają się ludzie, którzy 60 lat nie byli w Polsce. Nagle ktoś przychodzi i mówi: Dzień dobry. Ja jestem... Pamiętam aptekę. Pamiętam magistra. Zdarzają się takie historie. Mogę za to opowiedzieć o pewnej dziewczynie z getta.

Proszę bardzo.

To była sprawa pani Ireny. Sama nam to opowiadała. Czas wysiedlenia. Prowadzono ją ulicą Targową. Ustawieni w piątkach, pod eskortą wyprowadzani są na Plac Zgody. To było jedno z wysiedleń czerwcowych. Pani Irena miała wtedy 17 lat. Idzie i tak sobie „wróży”, że jeżeli dojdzie do drzwi apteki, naciśnie klamkę i drzwi będą otwarte, to się uratuje. Tak też się stało. Patrol wbiegł, przeszukał pomieszczenie, nie znalazł jej. Drugimi drzwiami wyszła, przez podwórze, na ulicę Józefińską. Uratowała się. Sytuacja po wojnie: pani Irena jedzie w pociągu, w Niemczech. Obok siedzi pasażerka, która czyta książkę. Pani Irena tak się przygląda, patrzy - książka ma tytuł „Apteka w getcie krakowskim”. Zaczęły rozmawiać. Nasza bohaterka przyznała, że zna aptekę, że była w getcie. Słysząc to, współpasażerka podarowała jej książkę. Pierwsze wydanie książki Pankiewicza było w 1947 roku, tuż po zakończeniu wojny. Dla tych, którzy ocaleli, książka była sensacją - przecież na jej kartach pojawiają się nazwiska ich krewnych, znajomych, przyjaciół, sąsiadów. Pani Irena czyta i na którejś ze stron pisze: Pamiętam, jak do apteki wpadła młoda dziewczyna... itd. Ten fragment opowiada o niej. Pan Pankiewicz jeszcze wtedy nie wiedział kim jest owa dziewczyna i czy przeżyła. Oczywiście zaraz do niego napisała list z tą wiadomością. W 1957 roku Pankiewicz, w czasie wizyty w Izraelu, był gościem u pani Ireny. Ona sama, odkąd już mogła przyjeżdżać do Polski, przyjeżdżała każdego roku. To właśnie pani Irena, w 1983 roku, po przyznaniu Pankiewiczowi tytułu "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata", sadziła w jego imieniu drzewko.

Książka Pankiewicza odbiła się szerokim echem w świecie, ale jednak, jak Pankiewicz później wspominał, nie wszyscy dawali wiarę temu, co on opisał. W porządku Tadeusz, ale książkę musiałeś sprzedać, prawda? Taki komentarz na przykład. Że przecież nie mogło być tak strasznie. Pankiewicz, mgr Droździkowska i mgr Danek-Czortowa uważali, że przedstawienie rzeczywistości getta chyba jest niemożliwe. Sądzę, że mieli rację. Bo przecież opowiada się to ludziom, którzy nie są niczym zagrożeni, którzy nigdy nie poczuli tego, że za godzinę mogą już nie żyć lub, co często się powtarza w tych świadectwach, że zginie z głodu ich rodzina. To jest kwestia tego, o czym się opowiada, jak się opowiada, jakich słów się używa. Pewne rzeczy brzmią przecież tak nierealnie...

Za Panią widzę całą półkę wspomnień.

Tak. To kolejne wydania książki Pankiewicza - krajowe i zagraniczne. Prace zbiorowe: „Dokumenty zbrodni i męczeństwa”, „W 3-cią rocznicę likwidacji getta krakowskiego”. Dalej „Pamiętnik Justyny” Gusty Dawidsohn Draengerowej. Wspaniała beletrystyka Akavii Miriam. Haliny Nelken „Pamiętnik z getta w Krakowie”. Ważna pozycja: „Czas zbezczeszczenia” Józefa Baua. Autor był grafikiem zatrudnionym przez Niemców. Wszystkie plany, jakimi dysponujemy odnośnie getta i obozu płaszowskiego, są jego dziełem. W „Liście Schindlera” pokazana jest scena ślubu w obozie. Jest to ślub pana Józefa i Rebeki. Spielberg nie przewidywał takiego wątku. Dostał od nas książkę. Przetłumaczono mu. Bardzo mu się to spodobało i pokazał tę scenę. W końcówce filmu jest ujęcie, na którym właśnie pan Józef z żoną idzie na grób Schindlera.

Jest jeszcze bardzo dobra książka pani Stelli Muller-Madej „Dziewczynka z listy Schindlera”. Tytuł nie jest jednym z „chwytów” marketingowych. Pani Stella faktycznie przeżyła dzięki umieszczeniu jej nazwiska na owej liście.

Ciekawe było podejście Pankiewicza do tego typu świadectw. Mówił, że młodzież powinna chodzić na dyskoteki, bawić się, kochać świat, a nie słuchać takich okropności. A jak chcą wiedzieć, to niech czytają książki - mówił.

Dziękuję bardzo za rozmowę.


Muzeum Pamięci Narodowej „Apteka pod Orłem” mieści się przy Pl. Bohaterów Getta 18, 30-547 Kraków; godziny otwarcia: od poniedziałku do piątku 10.00 - 16.00, w soboty 10.00 - 14.00;




 
do druku poleć stronę

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej ZNAK

Polska Rada Chrześcijan i Żydów

Serwis internetowy EURODIALOG


Zamów nasz newsletter










Indeks nazwisk / Indeks tematów
Wydarzenia / Przegląd prasy / Punkt widzenia / Książki / Ludzie / Studia i dokumenty / Sylwa
O nas / E-Mail
 
Copyright © FKCh "ZNAK" - 1999-2002