English version / Wersja polska

[Wydarzenia][Przegląd prasy][Punkt widzenia][Książki][Ludzie][Studia i dokumenty][Sylwa]
  Sylwa > Skazani na porozumienie
 



Deklaracja Europejska Chrześcijan, Muzułmanów i Żydów 29 maja 2003.

więcej



Wezwanie do współodpowiedzial- ności za Ziemię Świętą ogłoszone przez polskich chrześcijan, muzułmanów i Żydów 12 kwietnia 2002.

więcej
Deutsch
Français



Centrum Kultury Żydowskiej
Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie - program na czerwiec.

więcej




  SYLWA

Skazani na porozumienie
Emile Shoufani w rozmowie z Hubertem Protongeau

29.05.2003/MT

Prezentujemy tłumaczenie fragmentu książki "Proboszcz z Nazaretu Emile Shoufani, Jak strażnik oczekuje pokoju, Rozmowy z Hubertem Protongeau" (Emile Shoufani, Comme un veilleur attend la paix. Entretiens avec Hubert Protongeau) wydanej w 2002 r. przez wydawnictwo Albin Michel. W "FORUM" publikujemy rozdział "La dérive vers l'horreur".

Okładka książki
Okładka książki

Hubert Protongeau: 27 marca 2001 r. młody Palestyńczyk, detonując ładunek wybuchowy, zabija w samobójczym zamachu trzy osoby. Sam zostaje rozerwany na strzępy. To pierwszy w długim szeregu samobójczych zamachów. Jak ksiądz na nie reaguje? Czy potrafi ksiądz, choć w niewielkim stopniu, zrozumieć taki gest?

Emile Shoufani: Doświadczam wielu, często sprzecznych uczuć, gdy dochodzą do mnie kolejne wieści o zamachach. Moją pierwszą reakcją jest przerażenie, niewymowne przerażenie. Równocześnie pojawia się sprzeciw, radykalne potępienie, przy którym będę obstawał, cokolwiek by się działo, jakichkolwiek represji dopuściliby się żołnierze czy politycy izraelscy. Moją drugą reakcją jest smutek, niezmierny smutek z powodu ofiar, ofiar i ich rodzin, kimkolwiek są...

...w tym przypadku, kto jednak jest ofiarą: zmarły terrorysta czy niewinnie zabici ludzie?

vivese senso duo

- Jedni i drudzy. Moje współczucie kieruje się zupełnie naturalnie ku tym, którzy znaleźli się w autobusie, restauracji, na ulicy i nie wiedzieli, że idą na śmierć. Człowiek nie został stworzony po to, aby ponieść gwałtowną śmierć. Ale nie został też stworzony po to, aby zadawać sobie śmierć. W moich oczach samobójca też jest ofiarą. Przypomina mi to buddyjskich mnichów, którzy podczas wojny w Wietnamie dokonywali samospalenia. Widziałem ich zdjęcia w Paris-Match, kiedy studiowałem we Francji. Te straszne obrazy nigdy mnie nie opuściły. Nigdy a priori nie uwierzyłbym, że muzułmanin jest do tego zdolny. W islamie istnieje wielki szacunek dla życia, są prawa zabraniające samobójstwa, jasne i niedwuznaczne stwierdzenie, że tylko Bóg jest panem życia.

Porównanie z buddyjskimi mnichami z Wietnamu nie ma tu zastosowania: tu mamy do czynienia z zabójcą i nawet jeśli uważa go ksiądz za ofiarę, to nie może nią być na takiej samej zasadzie jak zupełnie niewinni ludzie.

- Oczywiście dla mnie nie ulega to najmniejszej wątpliwości. To stwierdzenie jest jednak niewystarczające, proszę pozwolić mi skończyć. Po tym, jak ogarnia mnie ten smutek, a często i płacz, próbuję się trochę opanować i zrozumieć. Nie usprawiedliwić. Odrzucam to od początku i nie muszę się do tego zmuszać, ponieważ całe moje jestestwo burzy się przeciwko takim aktom. Nie chodzi zatem o usprawiedliwienie, lecz o zrozumienie. O postawienie sobie pytania, którego zawsze się unika, ponieważ towarzyszy nam wrażenie, jest ono tabu, że samo jego sformułowanie jest już być może oznaką pobłażania, a nawet współudziału. To przyprawiające o zawrót głowy pytanie brzmi następująco: „Jak osiemnastoletni chłopak czy dziewczyna może sobie powiedzieć: Porzucam wszystko, rodzinę, przyjaciół, ukochanych, moje plany, niszczę to wszystko i kładę kres memu życiu, pociągając za sobą ludzi, którzy również mają swoje rodziny, przyjaciół, których nawet nie znam”? Według mnie, ludzie, którzy podejmują takie działania, są wykorzystywani. Nie są szaleńcami ani potworami w tym znaczeniu, że takimi się urodzili, czy też mają „zbrodnię we krwi”, jak niektórzy uważają. To nawet nie ich kultura doprowadziła ich do tego czynu, gdyż, podkreślam jeszcze raz, islam szanuje życie, absolutnie nie jest to kultura śmierci, jak się czasami usiłuje przekonywać.

Ci ludzie są wykorzystywani. Nie w tym znaczeniu, że zaproponowano im pieniądze dla ich rodzin lub poddano ich praniu mózgu, choć jest na nich wywierany wpływ. Wykorzystywani są w znacznie głębszym sensie. Element, zawsze obecny w takim wypadku, to całkowite zaangażowanie się w imię Boga, idea, że nie prowadzi się wojny dla siebie, dla swojego przywódcy, ojczyzny lub narodu, lecz jednoznacznie dla Boga. Implikuje to, że każda śmierć jest w jakimś sensie świętą ofiarą. Śmierć – własna bądź innych ludzi – traci swój przerażający wymiar i staje się elementem czynności sakralnej, a w związku z tym wydarzeniem bardziej niż pozytywnym: wzniosłym. Powtarzam i nie przestanę tego czynić: nawet jeśli użyte słownictwo zaczerpnięte zostało z islamu, to chodzi o dewiację, o perwersję, o herezję, która sprzeciwia się temu wszystkiemu, co jest życiodajne w kulturze muzułmańskiej.

Nie ma to nic wspólnego z takim rozumieniem pojęć dżihadu i szahida, jakie nadaje im ogromna większość muzułmanów. Myślę zresztą, że na tym polega ogromna odpowiedzialność Autonomii Palestyńskiej, a w szczególności Arafata, że nie sprecyzowała tej kwestii, że wykorzystuje dwuznaczność terminu szahid w sytuacji, gdy wyraźnie chodzi o falsyfikację tego religijnego pojęcia. Absolutnie nie zgadzam się z Szaronem, który po każdym samobójczym zamachu umie tylko oskarżać Arafata, jakby to on bezpośrednio wydawał rozkazy. Ale jego milczenie na ten temat, czy dwuznaczne słowa zdradzają brak odpowiedzialności nie do zaakceptowania. Jest to poważny błąd nawet w wymiarze politycznym, bowiem pobłażliwość dla ogromnej fali religijnego szału skończy się pochłonięciem przez nią.

A zatem księdza zdaniem, sama nędza społeczna i psychiczna, w jakiej żyją Palestyńczycy, nie mogłaby sprowokować tych jednocześnie kryminalnych i rozpaczliwych aktów?

- Wyjaśnienie tych samobójczych zamachów wyłącznie cierpieniem społecznym, faktem, że samobójca widział cierpienie rodziców, braci, swojego ludu czy też jego własną desperacją, nigdy mnie nie przekonywało. Oczywiście beznadziejne położenie społeczne i polityczne stanowi żyzną glebę dla ugruntowania nienawiści i mnożących się manipulacji. Wiadomo jednak, że sami sprawcy tych zamachów osobiście nie byli ludźmi szczególnie niezaradnymi, naznaczonymi traumą czy opuszczonymi. Niektórzy nawet miłowali życie, mieli przed sobą przyszłość... Również sama sprawa palestyńska nie prowokuje takich zachowań: problem istnieje od pięćdziesięciu lat i nigdy nie posunięto się do niewyobrażalnych dotąd ekscesów. Nie. Jesteśmy świadkami fenomenu zupełnie nowego i przerażającego. Nie umiera się już za sprawę społeczną czy polityczną, umiera się i zabija dla Allaha, co zupełnie eliminuje ludzkie rozważania: niewiele znaczy niewinność ofiar, fakt, że w miejscu eksplozji są dzieci, niewielkie znaczenie ma negatywny wpływ polityczny aktu, niewiele znaczą późniejsze represje, które przyniosą cierpienie swoim, skoro tego wszystkiego domaga się „wola Boża”. Oto dlaczego nie należało wchodzić do miejsc świętych. To było szaleństwo, które mogło pociągnąć za sobą tylko inne szaleństwo, zbiorowe i zaraźliwe...

Boi się ksiądz jego rozprzestrzenienia?

- Obawiam się go bardziej niż czegokolwiek. Mówiłem o swoich reakcjach przerażenia i następnie smutku po każdym samobójczym zamachu. Moim trzecim uczuciem jest zawsze strach. Strach, że ta przemoc sprowokuje przemoc innych przeciwko Palestyńczykom, do czego oczywiście dochodzi za każdym razem w postaci równie nieskutecznych i krwawych represji. Pojawia się przede wszystkim strach, że ci młodzi samobójcy, gdy pojawiają się w telewizji z Koranem w ręku, ze swoimi sloganami, egzaltowanymi przemówieniami, ze swoją „ofiarą dla Boga i Palestyny” stają się wzorem dla innych. Te obrazy wywołują silny oddźwięk wsród młodych Palestyńczyków. Być może narodzi się armia samobójców, armia żołnierzy wiedzionych religijnymi emocjami ku rzekomemu „męczeństwu”. Wymknęłoby się to spod wszelkiej kontroli i byłoby o wiele bardziej poważne, niż najbardziej zawzięty i radykalny opór polityczny.

Czy rozumie ksiądz reakcję izraelską?

- Łączę się w bólu z rodzinami, z ich ogromnym smutkiem i rozumiem ich gniew. Ale oczywiście represje militarne bardziej popychają ludzi do popełniania nowych zamachów niż od nich odwodzą. One podsycają ogień, a nie tłumią go. Zareagowanie na zamach przez wkroczenie do obozów uchodźców, aby pochwycić jedną czy drugą osobę za cenę wielu śmiertelnych ofiar, niszczenie domów, bombardowanie infrastruktury Autonomii Palestyńskiej, pociągające za sobą ofiary ludzkie, zawsze dawało rezultat odwrotny od zamierzonego. Zawsze, gdy oglądam zdjęcia ludzi po takich operacjach, widzę ich twarze i wiem, że dyszą nieopanowaną żądzą zemsty, wiem, że młodzi ludzie mówią sobie: „Ja też chcę im wyrządzić zło, trzeba, aby za to zapłacili, trzeba, by się bali, aby nie byli już spokojni”.

Czy te zamachy rzeczywiście stały się przykładem?

- Muszę przyznać, że wśród naszej młodzieży, mimo tego wszystkiego, co im mówimy, istnieje pewien rodzaj aprobaty, ponieważ widzą, że to właśnie wyrządza „nieprzyjacielowi” najwięcej zła, że po raz pierwszy jest zupełnie zdezorientowany, podczas gdy dotąd zdawało się, że nic nie może weń uderzyć. Oczywiście to usprawiedliwione, że Izrael się broni, ale Szaron pogarsza tylko sytuację, gdy odpowiada tylko aktami nagiej zemsty, o których wie, że z militarnego punktu widzenia są chybione. Kiedy Izraelczycy zabili na przykład ludzi Hamasu czy Fatah albo sekretarza FPLP (Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny) w Ramallah w jego biurze, sprowokowali nie tylko eskalację przemocy zakończonej zabójstwem ministra turystyki Izraela, ale w jakiś sposób przyczynili się do tego, że ludzie aprobują te akty. A to o wiele poważniejsze.

Czy sugeruje ksiądz, że istnieje jakieś elementarne uzasadnienie tych zamachów?

- Absolutnie nie. Chcę jedynie powiedzieć, że w przekonaniu uchodźców, zwłaszcza w oczach młodych ludzi, izraelskie represje są całkowicie bezproduktywne: nie przerażają ich, lecz rodzą w nich prawdziwą nienawiść, spotęgowaną przez uczucie niemocy wobec pokazu brutalnej siły. Bądźmy precyzyjni: radykalnie sprzeciwiam się ślepym samobójczym zamachom, które są negacją wszystkiego, w co wierzę, a co zawsze stanowiło treść mojego życia i mojej walki. Ale Palestyńczycy nie mogą być bierni w obliczu okupacji: ich opór jest uzasadniony. Mógłby on jednak przybrać wiele form, mógłby być to opór cywilny i bez przemocy. Jednocześnie mogę zrozumieć, że przybiera on również formę walki zbrojnej. Ona jednak, nawet w tym przypadku, nie usprawiedliwiałaby zamachów, uwłaczających minimalnym regułom ludzkiej godności, które powinny rządzić zbrojnym oporem. Mahmoud Darwich, największy palestyński poeta, powiedział: „Jako Palestyńczyk wzbraniam się przed zamachami, gdyż poniżają one moją ludzką godność”. Ma on absolutnie rację, te akty degradują wszystkich bojowników sprawy palestyńskiej. Ale oprócz tego muszę jeszcze powiedzieć, że choć moja walka nie korzysta ze środków militarnych, mogę zrozumieć, że atakuje się okupanta, kiedy on sam uzbrojony pojawia się na ziemi, która doń nie należy.

Mówi ksiądz o prawie do oporu. Czy sugeruje ksiądz porównanie z francuskim ruchem oporu z okresu niemieckiej okupacji?

- W obu wypadkach mamy okupację ziem przez obcą siłę – w tym wypadku Zachodniego Brzegu Jordanu i Gazy. Ta okupacja była dłuższa niż niemiecka okupacja Francji, ponieważ trwa od 1967 r., choć generalnie jest mniej gwałtowna. Nie mogę jednak kontynuować tego porównania, gdyż nazizm był złem absolutnym i na porównanie go z syjonizmem nigdy nie pozwolę, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę cierpienia, które spotkały europejskich Żydów w tamtym okresie. Daleki jestem od wprowadzania zamętu, na nieszczęście nadmiernie obecnego w retoryce przywódców palestyńskich i niektórych ich zagranicznych sojuszników. Ci, którzy posługują się tego rodzaju słownikiem, nie wiedzą, o czym mówią, i przez banalizację Shoah uczestniczą w swoistej jego negacji. Niewątpliwie – i to nie ma nic wspólnego z Shoah – wszyscy przyznają ówczesnym wolnym Francuzom - jak również każdemu innemu okupowanemu narodowi - prawo do oporu, łącznie z prawem do oporu zbrojnego.

Jakie są wobec tego akty usprawiedliwionego oporu?

- Akty wojny powinny respektować deontologię uznaną przez prawo międzynarodowe, której pierwszy obowiązek polega na tym, aby nie atakować osób nie uczestniczących w walce.

Czy ksiądz usprawiedliwia jednak zamachy na życie?

- Nie usprawiedliwiam ich, rozumiem, że można je pojąć jako możliwość, gdy przeprowadzane są na terytoriach okupowanych i skierowane przeciwko żołnierzom lub uzbrojonym okupantom. Wiem, że dotykamy jednego z najbardziej nabrzmiałych dylematów moralnych. Zawsze instynktownie sprzeciwiałem się zabójstwu – a każdy zamach na życie drugiego człowieka jest zabójstwem, niezależnie od tego, czy jest rezultatem wyroku sądowego czy działań militarnych. Zawsze mówię, że nie jestem „ani za, ani przeciw, ale z”: ani za jednymi, ani przeciwko drugim, ale z ofiarą, w komunii z jego cierpieniem, jakiekolwiek byłyby dokonane przez niego czyny. Ale oczywiście nie podejmuję decyzji za cały świat i nie mogę uporczywie odmawiać zrozumienia, że ludzie chcą się bronić i że wchodzą na drogę oporu zbrojnego.

Czy to wszystko da się pogodzić z filozofią chrześcijańską, która domaga się „nadstawienia drugiego policzka”?

- Słowo Ewangelii skierowane jest do każdego, aby wzbudzić całkowite nawrócenie człowieka, owocujące osobistą postawą przebaczenia i współczucia. Ale w kolektywnej sytuacji walki nie jesteśmy już sami wobec siebie, ciąży na nas odpowiedzialność społeczna i polityczna, i każdy człowiek, jak umie, kieruje więzią między etyką osobistą, do której wzywa nas Ewangelia, i zaangażowaniem na rzecz społeczności. Dlatego Kościół – niezależnie nawet od historycznych związków z lokalną władzą – zawsze uznawał prawo do sprawiedliwej obrony. W przeciwnym razie biernie akceptowałby prawo silniejszego, które jest innym rodzajem przemocy.

Arabski deputowany Azmi Bechara, który długo był ulubieńcem izraelskich mediów, wypowiedział się za granicą na temat oporu i miał potem wielkie nieprzyjemności...

- W Syrii, dokąd udał się na obchody czterdziestego dnia śmierci prezydenta Hafeza al-Asada, powiedział, że nie może zalecać wstrzymania oporu, że to jedyna przestrzeń działania, która pozostała Palestyńczykom. Oskarżono go o zachęcanie do działań zbrojnych przeciwko Izraelowi. Pozbawiono go immunitetu parlamentarnego i toczy się przeciwko niemu proces. Nie akceptuję jego postawy, ale całkowicie rozumiem, że - jako przywódca powiedział to. Wyraził on swoją opinię, jak ja wyrażam swoją. Znam go i wiem, że to, co go spotyka, jest niesprawiedliwe.

Podsumowując, ksiądz rozumie tych, którzy wybrali walkę zbrojną, lecz w ścisłych granicach prawa do sprawiedliwej obrony i w poszanowaniu reguł walki, wszelako nie zgadza się ksiądz z nimi całkowicie?

- Być może trudno to zrozumieć, lecz pan wie, życie tu jest bardzo skomplikowane! Wiem wreszcie, że siła nie rozwiąże kwestii izraelsko-palestyńskiej. Jedynie ewolucja mentalności obydwu narodów może sprawy posunąć naprzód, inaczej nikt nie odniesie zwycięstwa: tu nie ma dwóch walczących armii, lecz dwa narody. Cahal (armia izraelska) nie da się oddzielić od całości Żydów izraelskich, palestyńskich ruchów oporu nie da się oddzielić od uchodźców. W starciu dwóch armii może być zwycięzca i przegrany, lecz nie w wypadku starcia dwóch narodów. Wcześniej czy później, jesteśmy skazani na porozumienie, a każda śmierć, wszystkie nieszczęścia, opóźnią je tylko o dwa lata, dziesięć lat, może o trzydzieści lat, ale nie będzie innego wyjścia. I dlatego, jeżeli mogę zrozumieć tych, którzy podjęli walkę zbrojną, to zwracam też uwagę na to, że ich porażka jest oczywista. Trudno nie stwierdzić, że to właśnie odwołanie się do przemocy odwróciło od ich sprawy część przychylnej im opinii izraelskiej. W obecnych warunkach wybór walki zbrojnej przyniósł Palestyńczykom więcej szkód niż pożytku. Odwołanie się do przemocy może być zrozumiałe w pewnych warunkach, ale ostatecznie zawsze jest absurdalne, gdyż jest szkodliwe nawet dla tych, których ma bronić.

Czy sądzi ksiądz, że te słowa mogą przysporzyć księdzu w Izraelu przykrości porównywalnych z tymi, które spotkały Azmiego Becharę?

- Jak pan widział, moja pozycja jest odmienna od jego, a przynajmniej od tej, w jakiej znalazł się wskutek nieuzasadnionych ataków. Ale jeśli ten demokratyczny kraj popadłby w paranoję i zaczął kwestionować wolność wypowiedzi, to bałbym się, że takie postawy nie byłyby już prawomocne. Pokładam nadzieję w duchu wolności Izraelczyków, choć prawdą jest, że dziś ześliznięcie się na pozycje kwestionowania wolności słowa nie jest wcale niemożliwe, gdyż rząd Szarona nie przestaje powoływać się na stan wojny, stan wojny, którego sam chciał, aby uprawomocnić środki nadzwyczajne.


Tłumaczenie Jarosław Sołtys



 
do druku poleć stronę

Fundacja Kultury Chrześcijańskiej ZNAK

Polska Rada Chrześcijan i Żydów

Serwis internetowy EURODIALOG


Zamów nasz newsletter










Indeks nazwisk / Indeks tematów
Wydarzenia / Przegląd prasy / Punkt widzenia / Książki / Ludzie / Studia i dokumenty / Sylwa
O nas / E-Mail
 
Copyright © FKCh "ZNAK" - 1999-2003